Makijaż Moda Paznokcie Projekt denko

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt denko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt denko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 grudnia 2013

Projekt denko w natarciu! Sporo zużyć!

 

Zapraszam Was dziś na ostatni w tym roku projekt denko. Zużyć jest sporo, buteleczki miałam porozkładane po kilku siatkach i chwilę mi zajęło, zanim wszystko znalazłam :)

A tak przy okazji - kiedy ten rok zleciał? Pamiętam zeszłoroczną zabawę sylwestrową jakby to było wczoraj...A dziś jestem w nowym mieście, w nowym kraju, nowej pracy. W głowie klarują się konkretne plany na przyszłość i wiem, że kolejne miesiące mojego życia będą jeszcze bardziej intensywne i miną z prędkością światła...Ale, ale..to nie noworoczne przemyślenia, a projekt denko! Czas na zdjęcia!




Siatka jest wypełniona po brzegi...Zobaczmy, co w sobie kryje:


1. balsam do ciała Macadamia Oil, funciak - w większości zużyte przez mojego chłopaka, nie lubił ich zbytnio. Ja użyłam kilka razy i mogę powiedzieć, że mają fajny zapach i są bardzo lekkie.
2. balsam do ciała Nivea, Pure&Natural - bardzo treściwy, dosyć dobrze nawilżający balsam. Faworyt mojego mężczyzny (czy to dziwne, że on się balsamuje bardziej regularnie ode mnie?)


3 i 4. żele pod prysznic Nivea - zielony był super - pięknie i świeżo pachniał, świetnie się pienił, pozostawiał na skórze miłe uczucie, różowy natomiast - kompletna klapa.


5. szampon Gliss Kur, Asia straight shampoo - nie przepadam za szamponami Gliss Kura, ponieważ są zwykle naprawcze i przeciążają mi włosy. Ten kupiłam w funciaku, na początku był beznadziejny (przyklapnięte, jakby niedomyte włosy), ale w miarę używania moje włosy się przyzwyczaiły i paradoksalnie,  wyglądały w miarę ok. Raczej nie kupię ponownie.

6. szampon Aussie, Mega Shampoo - szampon oczyszczający Aussie do codziennego stosowania. Chciałam spróbować czegoś, co mają wszyscy, wiec kupiłam. I cóż mogę powiedzieć - otóż, średniak. Ładnie pachnie, ale zapach się nie utrzymuje. Dosyć dobrze oczyszcza, ale bez skrzypienia. Szału nie robi. Natomiast mój chłopak bardzo go polubił.


 7. mydło w kremie Dove, Fine Silk - moje ukochane mydełko! Jak tylko jest na promocji to kupuję, bo pięknie pachnie i dłonie są po nim miłe. Do tego wydajne.
8. balance Me, żel do twarzy - próbki tych kosmetyków można często napotkać w gazetach. Z tego, co widziałam, bywają też dodatkiem do różnych glossyboxów i tym podobnych. Podobno sama natura kryje się w buteleczce - być może, wiem, że żel strasznie śmierdzi. 50 ml wystarczyło mi na dłuższy czas, przy czym mogę dodać, że dosyć fajnie zmywa makijaż i oczyszcza buzię. Na razie nie interesuje mnie zakup pełnowymiarowego produktu.
9. pianka do golenia Gillette Satin Care - mała, 75 ml buteleczka z funciaka wystarczyła mi na całe wakacje. Bardzo fajny produkt, marka robi swoje. Niestety, trzymałam piankę pod prysznicem i jak widzicie, pod wpływem wody opakowanie zardzewiało i przestało się ładnie prezentować. 





10. dezodorant Sure - to oczywiście nasza polska Rexona...i moje odkrycie sezonu! Kupiłam i przepadłam - zapach śliczny, dobrze chroni, dosyć wydajny, nie robi śladów. Mam już nowe, większe opakowanie w różowym odcieniu (pachnie trochę jak flowerbomb!)

11. dezodorant Garnier minerals - również go lubię i kupuję często. Na razie jednak jesteśmy w separacji ze względu na Rexonę. Porządny dezodorant, a ta butla (250ml) wystarczyła mi na dwa miesiące!


 
12. chusteczki Facelle - pamiątka jeszcze z Polski. O ile zawsze uwielbiałam te chusteczki ze względu na bajecznie świeży zapach, o tyle ta paczka była jakaś felerna - po prostu brzydko pachniały i zużycie przyszło mi opornie. Pomimo to, są to moje ulubione chusteczki.

13. Lactacyd - tego płynu nie trzeba przedstawiać, klasyk nad klasykami. Zawsze przywożę sobie z Polski nową buteleczkę. Jedyne, co mnie zastanawia, to jakim cudem ona na tyle starcza?!



14. Ziaja maseczka anty-stress - bardzo lubię wszystkie maseczki Ziaji z tą panią na opakowaniu. Polecam!

15. tusz do rzęs Wibo grownig lashes - hit internetu był w moim posiadaniu od sierpnia, jednak otworzyłam go dużo później. Albo trafiło mi się felerne opakowanie, albo tusz po prostu szybko schnie. Na pewno jest to dobry kosmetyk za niewielkie pieniądze. Ładnie podkreśla, pogrubia, rozdziela rzęsy. Nadaje im czarny odcień, nie osypuje się, nie zostawia śladów. Gdy mamy dziurę w budżecie, na pewno warto go brać w ciemno. Ale czy to mój tusz nr1? Niekoniecznie. Z chęcią będę szukać dalej!

A na koniec, tradycyjnie, wkład mojego chłopaka w projekt denko! Stara się, nie ma co!



 Jeżeli zobaczycie gdzieś ten żel Dove, to koniecznie sprawcie go swoim facetom. Mój był zachwycony ze względu na właściwości kosmetyczne, a ja węchowe - pachniał naprawdę...atrakcyjnie :) No i trzy dezodoranty...normalnie lecą jak woda...:)

To już koniec mojego denka, wygląda na to, że moje małe okienko i parapet zagoszczą na dłużej jako tło dla zdjęć - jest to jedyne miejsce, gdzie mój aparat jako tak łapie światło i kolory.

Pozdrawiam i do następnego posta!

Kasia
 


poniedziałek, 16 września 2013

Sierpniowo-wrześniowy projekt denko



Chciałabym zaprosić Was na projekt denko, który wydawać się może nieco nie w porę. O sierpniu już dawno wszyscy zapomnieli, tymczasem wrzesień trwa jeszcze w najlepsze.

Stwierdziłam jednak, że nie ma na co czekać - w najbliższym czasie nie spodziewam się spektakularnych zużyć, więc następne denko będzie prawdopodobnie październikowe.

Nie przedłużając, zapraszam:



Jestem zadowolona z rozmiarów denka. Jak pewnie zdążyłyście zauważyć, nie jestem typowym kosmetycznym chomikiem, raczej nie mam kilku kremów do twarzy, kilku podkładów czy stu szminek/lakierów, bo źle bym się  z tym czuła. Mój problem polega na tym, że lubię nowości, ale nie kupię nic nowego, dopóki nie zużyję starego (no chyba, że coś mi mega nie przypasuje - dostanę uczulenia czy coś w tym stylu), więc koło się zamyka...


A teraz bardziej szczegółowo:


1. Szampon Pantene zwiększający objętość, bez silikonów -  bardzo mi się ten szampon spodobał, mojemu chłopakowi również, kazał mi koniecznie napisać, że jest przezroczysty. Bo jest - dobrze oczyszcza, bardzo dobrze się pieni, ładny zapach. Włosy są nieco splątane po użyciu. Na pewno kupię go ponownie.

2. Żel do higieny intymnej Femfresh - jak wiecie, nie mam tu zbyt wielkiego wyboru, jeśli chodzi o tego typu kosmetyk. Poprawny, dosyć wydajny, bardzo delikatny zapach.

3. Żel pod prysznic Adidas - do projektu aktywnie włączył się mój chłopak - niczego nie wyrzuca, tylko przynosi mi puste butelki :) Kupiłam go w promocji - jedyne 99p. Poza tym ładnie pachnie i chyba dobrze myje, bo mi nie marudził.


4. Odświeżający tonik Olay - pięknie pachniał i był delikatny dla twarzy. W sumie niczym specjalnym się wyróżnił, ale nie był zły.

5. Żel do twarzy Olay - nie zmywa makijażu - jest napisane nawet, żeby unikać kontaktu z oczami. Nie doczytałam tego przy zakupie, ale w sumie nic się nie działo, nawet jeśli do oczu się dostał. Trochę przypominał mi żel z Biedronki ten micelarny, tylko, że ma grosze właściwości oczyszczające. Raczej do niego nie wrócę.

6. Olay emulsja do twarzy - moja ulubiona emulsja, nie zawiodła mnie i tym razem, choć w Polsce używałam nieco innej wersji. Szalenie wydajny - buteleczka 100 ml starcza na 4-5 miesięcy. Link do recenzji - klik


7. Żel pod prysznic Johnson`s - miałam wcześniej niebieski, ten był żółty, wersja fresh. Zapach średnio mi pasował, ale poza tym był ok - dobrze się pienił, dobrze mył, wydajny.

8 i 9 Balsamy Vaseline - kakaowy oraz wersja klasyczna z kiełkami z pszenicy, czy coś takiego. To kolejny wkład mojego chłopaka, głównie on, wstyd się przyznać, używa balsamów regularnie po każdej kąpieli. Ja tylko kończę po nim resztki. Ogólnie balsamy są...zwykłe, moim zdaniem, jego zresztą też. Dodam, że kakaowy wcale nie pachnie jakoś ładnie.


10. Płyn do demakijażu Garnier Simply Essentials - moja największa radość - zobaczyć denko tego płynu! Jak wiecie, nie polubiliśmy się. Jeśli nie wiecie, odsyłam do recenzji - klik

11. Krem do rąk z serii ratujmy pszczoły - gratis z gazety, podobno same naturalne składniki, lubiłam go, ale raczej nie kupię w sklepie

12. Zmywacz z Isany - fajny, lubię go. Używałam w lecie, gdy malowałam paznokcie u stóp.



13. Garnier mineral antyperspirant - polubiłam dezodoranty z tej serii, ale tylko te w spray`u. Nie jestem jednak wierna danemu rodzajowi, obecnie testuję inny :)

14. Maseczka różana z Ziaji - bardzo fajna, odżywcza maseczka. Po aplikacji na twarzy zostaje taki jakby olejek, który można sobie fajnie wsmarować w buzię

15. Pilniczek z Revlonu - totalny bubel, nie dość, że drogi - 2,99f! to jeszcze tylko z jednej str jest warstwa zdzierająca paznokcie, z drugiej są błyszczące gadżety, do niczego nieprzydatne (no może poza faktem, że to one właśnie zachęciły mnie do zakupu :)) użyłam trzy razy i nie nadawał się do niczego!
 

Co myślicie o moim denku? Jest coś wartego uwagi?  Zachęcam do komentowania, jeśli jest co, oczywiście :)
W ogóle, to chyba najbardziej przejrzyste denko, jakie do tej pory powstało na blogu. Od teraz będę zawsze używać cyfr na zdjęciach.

Pozdrawiam !




poniedziałek, 29 lipca 2013

Lipcowe denko

Serdecznie zapraszam na pierwsze angielskie denko :)
Ale zanim przejdziemy do rzeczy (żeby nie było za szybko), chciałabym tylko napisać, że wyjazd do Anglii cieszył mnie między innymi  z tego względu, iż będę mogła wypróbować nowe kosmetyki nieznanych firm.
Okazało się jednak, że jestem bardzo zachowawczą kosmetykoholiczką i jak nie mogę czegoś sprawdzić na kwc, tudzież blogach, to często wstrzymuję się od zakupu. Dlatego to moje denko jest na razie takie "bezpieczne". Ale powoli nabieram odwagi, by spróbować tego, co nieznane.

Zapraszam do oglądania zdjęć:




Od ogółu do szczegółu...nieco intymnie...:


Chusteczki do higieny intymnej i Lactacyd jeszcze z Polski. Jak pisałam wcześniej - rynek środków do higieny intymnej w Anglii nie jest zbyt rozbudowany- produkty Femfresh praktycznie nie mają konkurencji. Obecnie używam płyn z tej firmy i zauważyłam, że zarówno płyn jak i chusteczki charakteryzują się bardzo neutralnym zapachem. W Polsce produkty tego typu mają różne linie zapachowe, ale czy to naprawdę konieczne? Mam wrażenie, że mimo braku ładnego zapachu, chusteczki nawilżane Femfresh dawały mi największe uczucie czystości ze wszystkich, które do tej pory używałam.


Mydełko w płynie Dove - piękny zapach, świetna wydajność, bardzo je polubiłam.
Żel Palmolive miał ładny zapach i dobrze się pienił. A teraz ciekawostka:


Polski napis nie jest przypadkiem - wszystkie żele Palmolive w Anglii tak wyglądają :)

Żel Adidasa i Dove to wkład mojego chłopaka w "projekt denko". Z tego co wiem, to szczególnie Dove mu się podobał. Oba pięknie pachną.


Balsam brązujący z ekstraktem z moreli firmy Garnier dostałam od współokatorki. Muszę przyznać, że był fajny - nadawał miły kolorek i przede wszystkim - bardzo dobrze nawilżał sam z siebie! Duży plus! Niestety, po dłuższym czasie czuć charakterystyczny smrodek.

Tonik Garniera to jeden z pierwszych kosmetyków pielęgnacyjnych, jakie kupiłam w UK. Mocno średni.


Krem Bielendy lubię. Została mi końcówka, a w sumie mam go już długo, więc postanowiłam się go pozbyć. Być może jeszcze do niego wrócę.
Pilniczek z Superdrug`a to jakieś nieporozumienie! Zupełnie nieostry, do tego papier się dziwnie rozdziera...Mam już nowy :)
Tusz z Kobo był fajny, ale jakoś tak...szybko wysechł. W sierpniu jadę do Polski i na pewno kupię jakiś nowy  do wypróbowania - tutaj macie próbkę tego, jak wyglądał na rzęsach:


To by było na tyle denka. Spodziewajcie się nowych postów, bo wolny dzień wykorzystałam bardzo pracowicie i narobiłam mnóstwo zdjęć! :)
Pozdrowienia z Salisbury!

czwartek, 10 stycznia 2013

Grudniowe denko

Jak spędzacie czwartkowe popołudnie?
Ja niedawno wróciłam z wielkich zakupów. Musieliśmy dokupić kilka rzeczy do mieszkania, a że znalazły się fundusze - wielkie ukłony w stronę niezawodnej Babci :), toteż odwiedziliśmy sklep ze sprzętem agd, a także jysk. Odkurzacza raczej nie będę Wam prezentować, ale za to udało nam się kupić tak piękną pościel w maki (oczywiście na wyprzedaży), że może kiedyś wrzucę zdjęcie z cyklu "home&living" ;)

Tymczasem przechodząc do sedna sprawy, z niewielkim poślizgiem, chciałam zaprosić Was na grudniowe denko. Nie jest tego zbyt dużo, ale zawsze coś.


Zacznę od moich faworytów:


  • żel pod prysznic Luksja- kolejny żel z trzypaku z Biedronki, jak wiecie bardzo je polubiłam (kończę już ostatnią butelkę), ten charakteryzuje się wyjątkowo świeżym zapachem, zdecydowanie HIT!
  • mleczko do ciała Ziaja masło kakaowe- bardzo polubiłam się z balsamami Ziaji, ten również spełnił moje oczekiwania - fajnie się rozsmarowywał, dobrze wchłaniał, nieźle nawilżał. No i do tego ten zapach...Jak mówi mój chłopak - "ciasteczkowy" :)


  • oliwkowy peeling do ciała Bielenda do skóry suchej- HIT nad HITAMI!!! Ideał dla suchej skóry - dobrze zdziera i wygładza skórę, ale jednocześnie jej nie wysusza. Minusem może być niewielka wydajność, ten słoiczek starczył mi na ok. 10 użyć.
  • pomadka ochronna z masłem shea AA- odnalazłam ją w czeluściach szuflady, odrzuconą i niechcianą, i posmarowałam usta...dla mych suchych i spierzchniętych warg pomadka AA okazała się kojąca niczym ambrozja. Jest bardzo miękka - nie polecam nosić jej w kieszeni, bo się rozpuści na amen i nie polecam smarować ust grubą jej warstwą na wyjście - nadaje wargom biały kolor, a przez to zęby wydają się żółte.  Poza tym jest cudna - naprawdę tłusta, do tego ma całkiem spory filtr ochronny. Polecam do domowego spa dla ust.

Czas na średniaki - ani dobre, ani bardzo złe



  • krem nawilżający Herbal Garden Eva Natura - sama nie wiem, co o nim myśleć. Nie skrzywdził mnie, ale i nie poprawił stanu mojej skóry. Na zimę zdecydowanie za słaby jako nawilżacz. Nie wrócę już do niego.
  • lakier do włosów Taft mega (super) strong - lakier jak lakier, musiałam go wyrzucić, gdyż z nieznanych mi bliżej przyczyn zepsuł się dozownik.
  • szampon Trzy zioła Pollena do włosów tłustych - nie odświeżył moich włosów, zwykły szampon.
Dramat, rozczarowanie, porażka...

  •  antyperspirant Rexona crystal -  miałam tę kulkę tak długo, że nie wiem, czy jest jeszcze w produkcji. Nigdy nie lubiłam Rexony, bo wydawało mi się, że ich dezodoranty śmierdzą. Ale ten miał być niby super kobiecy, więc kupiłam. Niestety, nie sprawdził się w swej roli, nie ograniczał potliwości ani nie kamuflował jej żadnym pięknym zapachem. Jestem na nie.
Jak widzicie, nieco skromnie to wygląda, ale jest kilka kosmetyków wartych polecenia.

Kurcze, mam tyle energii po tych zakupach, że chyba przygotuję jeszcze ze 2 posty na zapas :)

Pozdrawiam gorąco!

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Listopadowe denko

W listopadzie zapanował nieco przestój na blogu - w grudniu ruszamy z podwójną siłą! Ale żeby już ostatecznie rozprawić się z poprzednim miesiącem zapraszam wszystkich na Projekt Denko :)

Zobaczmy, ile rzeczy zebrało się tym razem w denkowej torbie...






Hmmm...Uzbierało się całkiem sporo różności - przez pielęgnację aż do kolorówki...Ale po kolei!




Na "+"
  • Luksja - żele ( bo jak wiecie, kupiłam 3 w zestawie i właściwie kończę już drugie opakowanie)  mają cudny zapach, świetnie się pienią, a ich wydajność jest rozsądna - jeden 250ml żel starcza dla dwóch osób na miesiąc
  • Ziaja, naturalne oliwkowe mleczko do ciała - trochę ostatnio zapomniałam o Ziaji, ten balsam przypomniał mi, że wiele ich kosmetyków jest mimo wszystko świetnych! Zdecydowanie polecam - dobrze nawilża, fajnie się wchłania, pachnie oliwkami, a do tego pompka. 400 ml w Rossmannie kosztuje jakoś 10 - 11 zł
"+/-"
  • Pinio, szampon i płyn do kąpieli - dziecięcy produkt Biedronkowy, kupiłam jako szampon, ale w niczym nie przypomina on żelu Babydream. W kąpieli daje dużą pianę i przyjemny, malinkowy zapach, ale niestety nie utrzymuje się on zbyt długo. Nieco wysusza. Końcówkę zużyłam jako mydło do rąk. Tani - 500ml butla kosztuje 5 zł.
  • Intimea - płyn do higieny intymnej z Biedronki. Generalnie był ok., jedyny mały minus za zapach - jednak wolę wersję niebieską.
Na" -"
  • L`oreal Elseve, szampon do włosów przetłuszczających się - czaiłam się na niego długie lata, w końcu kupiłam (250ml za prawie 13 zł!!!!) i okazał się bublem. Dobrze się pieni, przyjemnie pachnie, ale nic ciekawego z włosami nie robi. A już na pewno nie zapobiega przetłuszczaniu ani nie przedłuża efektu świeżości. Ehh, co za rozczarowanie... :)








Jak wiecie, tonik Evy i peelingi Perfecty kocham, recenzję kremu L`oreal też znacie, napiszę tylko kilka słów o kremie tonującym Ziaja nuno.

Mam ten krem już ze 2 lata, wciąż jest ważny, ale postanowiłam go wyrzucić gdyż...TOTALNIE nie sprawdził się przy mojej skórze. Chciałam go używać jako zwykłego kremu tonującego, lecz okazało się to błędem - krem wysuszał moją twarz, źle się rozprowadzał, rolował się. Zostawiał smugi...Próbowałam używać go na różne sposoby, dawałam mu kilka szans, jednak nie jest to kosmetyk dla mnie.






  • Lipsmacker Coca-Cola Vanilla - kocham kocham kocham!!! Cudnie pachnie i smakuje, dobrze nawilża usta. Ogólnie bardzo lubię pomadki Lipsmacker i na pewno jeszcze niejedną sobie kupię.
  • Lovely, Magic Pen, korektor - korektor kupiłam i zużyłam już jakiś czas temu i muszę przyznać, że był całkiem przyzwoity, jak na cenę 8 zł. Używałam go głównie na sińce pod oczami  - moze nie zakrył ich w 100%, ale twarz wyglądała o wiele świeżej. Nie jest ciężki ani tłusty. Opakowanie jest przekręcane w połowie - klikami i odrobina korektora pojawia się na pędzelku. Bardzo praktyczne, nigdy się nie zacięło ani nic.
  • błyszczyk Maybelline, róż Miss Sporty, eyeliner Wibo - wyrzucam, bo albo są stare, albo wyschnięte na wiór.







  •  Garnier Mineral - spisał się całkiem nieźle, ale teraz zdecyduję się na wersję w kulce, bo te w spray`u są niezbyt wydajne
  • C-thru Black Diamond - mój ulubiony zapach z tej serii.

To już wszystko, co udało mi się zdenkować. W najbliższych postach pokażę Wam moje najnowsze nabytki, będzie to nie tylko pielęgnacja, ale też kolorówka, także serdecznie zapraszam. W planach mam też recenzję ostrzegawczą produktu, z którym wiązałam ogromne nadzieje, ale niestety - kosmetyk mnie uczulił.

Chciałabym tez zaprezentować Wam zmianę fryzury - a jest ona dość znaczna, bo pierwszy raz w życiu rozjaśniłam nieco włosy, ale samodzielnie nie potrafię zrobić sobie dobrego zdjęcia, a brakuje mi innego fotografa :(

Także zaglądajcie na bloga jak najczęściej! Pozdrawiam! :)

środa, 31 października 2012

Październikowy projekt denko - spoooro zużyć!

W październiku udało mi się zużyć dużo produktów, szczególnie cieszy mnie wykończenie pewnego szampony, którego półlitrowa butla zalegała w mojej łazience od ładnych kilku miesięcy :) Zresztą, sami zobaczcie, co się uzbierało w mojej magicznej, denkowej torbie...










 Czas przejść do szczegółów.






Na pierwszy ogień idą dwa brzozowe szampony do włosów normalnych/ przetłuszczających się.

Joanna wystarczyła mi na ok. miesiąc stosowania. Bardzo przeciętny szampon i niestety nie przedłużył świeżości moich włosów.

Szampon Tania kupiłam w lokalnych delikatesach za jakieś 5 zł - przy 500 ml to śmieszna cena.  Niestety, ten szampon również mnie nie zachwycił - dosyć dobrze oczyszczał, ale bardzo plątał włosy -co w moim przypadku zdarza się baaardzo rzadko, no i niestety nie ograniczył przetłuszczania. Dobrze, że już mi nie zalega.





Żurawinowy żel z Nivea bardzo ładnie, świeżo pachnie, ale w sumie nic poza tym. Zwykły żel. Za te pieniądze, a kosztował 6 zł w promocji, wolałabym kupić jakiś inny żel z Biedronki. Aczkolwiek na pewno nie zdecydowałabym się kolejny raz na żel do twarzy widoczny na zdjęciu - niby jest bardzo delikatny i rzeczywiście nie wysusza skóry jakoś bardzo, ale również niezbyt dobrze ją oczyszcza. Z resztkami makijażu nie radzi sobie zupełnie.






Balsam Eveline byłby świetny na lato - szybko się wchłania, delikatnie nawilża, pozostawia skórę miłą w dotyku. Niestety, w obecnej porze roku nie nadaje się do niczego - moja sucha skóra w ogóle nie odczuła poprawy po użyciu tego kosmetyku. Dodatkowo dosyć szybko się kończy - przy regularnym stosowaniu tubka 250 ml starczyłaby na ok. 2 tygodnie.




Lubię kulki z Nivei, aczkolwiek ta była dosyć średnia. Widocznie moja skóra przyzwyczaiła się już do składników, które stosują w antyperspirantach. Teraz testuję spray Garniera. Tę kulkę poleciłabym miłośniczkom mocnych, nieco męskich zapachów.







 Balsam Tisane - mój pierwszy słoiczek w życiu i totalne zauroczenie. Jest doskonały, prawdziwa ulga dla moich wiecznie przesuszonych i spierzchniętych ust. Polecam gorąco!!!

Tusz L`oreal Volume Million Lashes był również udanych produktem. Fajna szczoteczka, nie brudził, nie kruszył się,  makijaż z tym tuszem to prawdziwa przyjemność. Ten egzemplarz był prezentem urodzinowym, może kiedyś kupię sobie ten tusz, na razie testuję maskarę Multiaction z Essence.





- kremy z Serii Solutions z Avonu - REWELACJA! Bardzo treściwe, aczkolwiek jedwabiste w swej konsystencji, kremy na dzień i na noc. Chętnie kupiłabym pełne opakowanie, szczególnie tej fioletowej wersji, gdyby nie to, że formalnie przeznaczone są dla cery 30+ i generalnie są przeciwzmarszczkowe...Mam 25 lat - myślicie, że to byłaby duża pomyłka, jakbym zaczęła ich używać? Sama nie wiem...
- maski do włosów Celii - bardzo mocno nawilżają włosy, ciężko je porządnie zmyć. Nie wiem, czy kupię ponownie, chyba wolałabym jakąś pełnowymiarową maskę
- balsam Vichy - próbka wystarczyła na łydkę i udo, fajnie nawilża
- Ava, maseczka karotenowa - moja ulubiona maseczka nawilżająca, ładnie pachnie, fajnie nawilża, regularnie stosowana poprawia koloryt skóry, jedna saszetka starcza na 2 użycia

Uff..Rozpisałam się :) Ale przyznacie, że trochę tego było :)
Pozdrawiam!