Makijaż Moda Paznokcie Projekt denko

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nivea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nivea. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 grudnia 2013

Projekt denko w natarciu! Sporo zużyć!

 

Zapraszam Was dziś na ostatni w tym roku projekt denko. Zużyć jest sporo, buteleczki miałam porozkładane po kilku siatkach i chwilę mi zajęło, zanim wszystko znalazłam :)

A tak przy okazji - kiedy ten rok zleciał? Pamiętam zeszłoroczną zabawę sylwestrową jakby to było wczoraj...A dziś jestem w nowym mieście, w nowym kraju, nowej pracy. W głowie klarują się konkretne plany na przyszłość i wiem, że kolejne miesiące mojego życia będą jeszcze bardziej intensywne i miną z prędkością światła...Ale, ale..to nie noworoczne przemyślenia, a projekt denko! Czas na zdjęcia!




Siatka jest wypełniona po brzegi...Zobaczmy, co w sobie kryje:


1. balsam do ciała Macadamia Oil, funciak - w większości zużyte przez mojego chłopaka, nie lubił ich zbytnio. Ja użyłam kilka razy i mogę powiedzieć, że mają fajny zapach i są bardzo lekkie.
2. balsam do ciała Nivea, Pure&Natural - bardzo treściwy, dosyć dobrze nawilżający balsam. Faworyt mojego mężczyzny (czy to dziwne, że on się balsamuje bardziej regularnie ode mnie?)


3 i 4. żele pod prysznic Nivea - zielony był super - pięknie i świeżo pachniał, świetnie się pienił, pozostawiał na skórze miłe uczucie, różowy natomiast - kompletna klapa.


5. szampon Gliss Kur, Asia straight shampoo - nie przepadam za szamponami Gliss Kura, ponieważ są zwykle naprawcze i przeciążają mi włosy. Ten kupiłam w funciaku, na początku był beznadziejny (przyklapnięte, jakby niedomyte włosy), ale w miarę używania moje włosy się przyzwyczaiły i paradoksalnie,  wyglądały w miarę ok. Raczej nie kupię ponownie.

6. szampon Aussie, Mega Shampoo - szampon oczyszczający Aussie do codziennego stosowania. Chciałam spróbować czegoś, co mają wszyscy, wiec kupiłam. I cóż mogę powiedzieć - otóż, średniak. Ładnie pachnie, ale zapach się nie utrzymuje. Dosyć dobrze oczyszcza, ale bez skrzypienia. Szału nie robi. Natomiast mój chłopak bardzo go polubił.


 7. mydło w kremie Dove, Fine Silk - moje ukochane mydełko! Jak tylko jest na promocji to kupuję, bo pięknie pachnie i dłonie są po nim miłe. Do tego wydajne.
8. balance Me, żel do twarzy - próbki tych kosmetyków można często napotkać w gazetach. Z tego, co widziałam, bywają też dodatkiem do różnych glossyboxów i tym podobnych. Podobno sama natura kryje się w buteleczce - być może, wiem, że żel strasznie śmierdzi. 50 ml wystarczyło mi na dłuższy czas, przy czym mogę dodać, że dosyć fajnie zmywa makijaż i oczyszcza buzię. Na razie nie interesuje mnie zakup pełnowymiarowego produktu.
9. pianka do golenia Gillette Satin Care - mała, 75 ml buteleczka z funciaka wystarczyła mi na całe wakacje. Bardzo fajny produkt, marka robi swoje. Niestety, trzymałam piankę pod prysznicem i jak widzicie, pod wpływem wody opakowanie zardzewiało i przestało się ładnie prezentować. 





10. dezodorant Sure - to oczywiście nasza polska Rexona...i moje odkrycie sezonu! Kupiłam i przepadłam - zapach śliczny, dobrze chroni, dosyć wydajny, nie robi śladów. Mam już nowe, większe opakowanie w różowym odcieniu (pachnie trochę jak flowerbomb!)

11. dezodorant Garnier minerals - również go lubię i kupuję często. Na razie jednak jesteśmy w separacji ze względu na Rexonę. Porządny dezodorant, a ta butla (250ml) wystarczyła mi na dwa miesiące!


 
12. chusteczki Facelle - pamiątka jeszcze z Polski. O ile zawsze uwielbiałam te chusteczki ze względu na bajecznie świeży zapach, o tyle ta paczka była jakaś felerna - po prostu brzydko pachniały i zużycie przyszło mi opornie. Pomimo to, są to moje ulubione chusteczki.

13. Lactacyd - tego płynu nie trzeba przedstawiać, klasyk nad klasykami. Zawsze przywożę sobie z Polski nową buteleczkę. Jedyne, co mnie zastanawia, to jakim cudem ona na tyle starcza?!



14. Ziaja maseczka anty-stress - bardzo lubię wszystkie maseczki Ziaji z tą panią na opakowaniu. Polecam!

15. tusz do rzęs Wibo grownig lashes - hit internetu był w moim posiadaniu od sierpnia, jednak otworzyłam go dużo później. Albo trafiło mi się felerne opakowanie, albo tusz po prostu szybko schnie. Na pewno jest to dobry kosmetyk za niewielkie pieniądze. Ładnie podkreśla, pogrubia, rozdziela rzęsy. Nadaje im czarny odcień, nie osypuje się, nie zostawia śladów. Gdy mamy dziurę w budżecie, na pewno warto go brać w ciemno. Ale czy to mój tusz nr1? Niekoniecznie. Z chęcią będę szukać dalej!

A na koniec, tradycyjnie, wkład mojego chłopaka w projekt denko! Stara się, nie ma co!



 Jeżeli zobaczycie gdzieś ten żel Dove, to koniecznie sprawcie go swoim facetom. Mój był zachwycony ze względu na właściwości kosmetyczne, a ja węchowe - pachniał naprawdę...atrakcyjnie :) No i trzy dezodoranty...normalnie lecą jak woda...:)

To już koniec mojego denka, wygląda na to, że moje małe okienko i parapet zagoszczą na dłużej jako tło dla zdjęć - jest to jedyne miejsce, gdzie mój aparat jako tak łapie światło i kolory.

Pozdrawiam i do następnego posta!

Kasia
 


niedziela, 9 września 2012

Projekt denko - zużycia z (głównie) sierpnia

Sama nie wiem jak i kiedy, ale szuflada, w której chowam puste pojemniczki/butelki po zużytych produktach zaczęła się niebezpiecznie zapełniać. Pomyślałam, że nie ma na co czekać i najwyższy czas na projekt denko :) Zapraszam do zapoznania się z moimi ostatnimi zużyciami




Trochę się tego nazbierało i poza pielęgnacją mam też denko kolorówki, co nie zdarza się tak często!

Przejdźmy do szczegółów. Na pierwszy rzut niech idzie pielęgnacja włosów:




Opakowania po szamponie Garniera już nie mam, bo mój chłopak wyrzucił, dlatego wrzucam stare zdjęcie, na którym jest go połowa. Seria z drożdżami nie zachwyciła mnie. Jak wiecie, moje włosy się przetłuszczają, a do tego są stosunkowo ciężkie, więc szukałam czegoś co je odświeży i nada im objętości.
Szampon jest po prostu straszny - ekspresowe przetłuszczenie włosów gwarantowane. Do tego dramatyczna zakrętka, na której można sobie połamać paznkocie. Jedyne, co było w nim fajne to zapach - nieco męski, bardzo przyjemny...
Odżywka była nieco lepsza, szczególnie użyta na końcówki włosów. Ale obietnice producenta nie zostały spełnione


Na minus muszę dodać, że odżywka również ciężko się otwiera, ciężko wyciska z opakowania i do tego jest niewydajna - 250 ml starczyło na kilka użyć - mimo że nie kładłam jej na całą długość włosów!

Szampon żurawinowy również nie odświeżył moich włosów :( I nie nadał objętości :(

 Ale nie jest do końca zły...Bardzo odżywia włosy - są po nim nawilżone, miękkie i rewelacyjnie błyszczące! Co nie zmienia faktu, że dnia następnego nadają się tylko pod kran. Jest bardzo lejący, bardzo dobrze się pieni i ładnie pachnie. Póki co dalej szukam ideału.

Pielęgnacja twarzy:


Krem Olay`a to moje KWC, zdania nie zmieniam, odsyłam wszystkich do mojej sierpniowej recenzji tego produktu. Drugi produkt to żel pod oczy ze świetlikiem FlosLek, który denkiem takim zupełnym nie jest, ale stał się jakiś dziwny w użytkowaniu, więc go wyrzucam. Zresztą, od samego początku był jakiś średni.

Ciało...


Intima Ziaji to mój hit i ulubieniec - łagodzi podrażnienia, dobrze myje, odświeża, starcza na meeega długo i ma super pompkę, która pozwala zużyć płyn do ostatniej kropli. Z Intimy zawsze używam tej wersji z niebieskim napisem.

Żel Nivea okazał się...po prostu zwykłym żelem o miłym, melonowym zapachu. Nie ma właściwości nawilżających. Jeżeli chodzi o połączenie żelu z oliwką to polecam wszystkim Isanę -  ich żele są naprawdę fajne, zresztą jeszcze Wam o tym napiszę.

Krem do stóp Ziaji jest bardzo słaby. Uzywałam go naprawdę regularnie, ale jakoś specjalnie nie nawilżył moich stóp. Na plus mogę zaznaczyć dużą pojemność - 80 ml i , z tego co pamiętam, niską cenę - kilka zł...


A na koniec - creme de la creme - czyli kolorówka!






 

Na zdjęciu powyżej mamy shimmer-bronzer z Eveline. Wersja pewnie od dawna niedostępna w sklepech, ja dostałam swój egzamplarz od koleżanki. Muszę przyznać, że bardzo polubiłam ten bronzer. Miał ładny odcień, stosunkowo łatwo się nakładał no i ładnie rozswietlał twarz. Wiem, że nie każdy lubi drobinki w takich produktach - mi one odpowiadają.

Nie wiem, czy coś tu widać, ale po roztarciu daje taki właśnie efekt - delikatny brąz z drobinkami.

Kredka i cień to produkty Miss Sporty. Kredka jest moim ulubieńcem - super czarna, odpowiednio miękka, łatwo się nakłada. Odkąd nauczyłam się malować równe kreski kredką nie używam już eyelinera :) Koszt tej kredeczki to 8 zł, starcza na kilka miesięcy, gorąco ją polecam. Cień służył mi jako baza pod inne cienie, jak równieź rozświetlacz np. pod łuki brwiowe albo na policzki. Bardzo tani - ok. 5zł, stosunkowo trwały.

To już koniec denka, mam nadzieję, że się Wam podobało :)
Pozdrawiam,
Kasia

niedziela, 12 sierpnia 2012

Akcja denko

Witam w kolejnym poście!

Dzisiaj będzie sporo minirecenzji, ponieważ postanowiłam zrobić post ze zużyciami z ostatnich kilku miesięcy, podczas których robiłam zdjęcia kosmetykom, ale brakowało mi siły woli, by regularnie przedstawiać je na blogu. Także proszę usiąść wygodnie, zaczynamy akcję denko... ;)

Zdjęcie zbiorcze zużyć z początku tego roku


Krem Bambino z tlenkiem cynku - używałam go na noc przez ostatnie kilka miesięcy. Cena niewielka - ok.5-6 zł, dostępność powszechna, działanie - CUDNE! Super nawilża, nie przetłuszcza, łagodzi wypryski, podrażnienia, nałożony na wypilingowaną twarz działa jak maseczka nawilżająca. Jest super wydajny, więc może się znudzić. Myślę, że kiedyś na pewno do niego wrócę.

Malwa, szampon z czarną rzepą

Szampon Malwy z czarnej rzepy. Dostępny w Rossmannie za ok. 4zł, pojemność 300ml. Kiedyś był to mój ulubiony szampon, włosy po umyciu były gładkie, świeże i błyszczące. Chyba jednak zbyt często go używałam, bo tę butelkę zużyłam z dużym trudem. Nieprędko do niego wrócę.


Nivea, żel pod prysznic

Żel z firmy Nivea kupiłam w promocji za 9,90/500ml. Jest baaardzo wydajny i przyjemny w użytkowaniu. Zwykły, poprawny żel.

mus do ciała Tutti Frutti, krem do twarzy i ciała BeBeauty
 Mus do ciała Tutti Frutti Farmony kupiłam w Naturze w promocji za 9,90/250 ml. Ma PRZECUDOWNY zapach fig i daktyla, który utrzymuje się na skórze i na piżamie. Super leciutka formuła, używanie go to prawdziwa przyjemność. Nawilżenie umiarkowane, ale ten zapach...Słoiczek starczył mi na miesiąc codziennego użytkowania.
Krem do twarzy i ciała z biedronki używałam jako balsam. Widoczny na zdjęciu słoik kosztował ok. 6 zł. Krem dosyć dobrze nawilża, ale średnio się rozprowadza i ma nieciekawy zapach, szczególnie w prównaniu do Farmony. Raczej nie kupię ponownie.

żel do twarzy Perfecta Dax Cosmetics


 Żel do twarzy do skóry suchej i normalnej kupiłam w SuperPharmie. Buteleczka o pojemności 150 ml kosztowała ok.13 zł. Muszę przyznać, że żel jest naprawdę świetny. Przede wszystkim - bardzo dobrze zmywa makijaż. Oczyszcza skórę, pozostawia ją odświeżoną. Zdecydowanie poprawia kondycję skóry. Na pewno kupię go ponownie, kiedy tylko uda mi się skończyć żel z Biedronki. Polecam!

lakier do włosów Joanna, odżywka Eveline "Paznokcie mocne jak diamenty"

 Lakier Joanny kupiłam dawno temu, a ponieważ nie używam tego typu produktów codziennie, więc trochę czasu minęło, zanim udało mi się wykończyć to opakowanie. Niestety, nie jest to dobry produkt - słabo utrwala fryzurę. Jego jedyną zaleta jest zaskakująco przyjemny zapach. Nie polecam.
Odżywkę Eveline baardzo polubiłam. Zdecydowanie poprawiła kondycję moich paznokci, ale używałam ją naprawdę regularnie i naprawdę kilka miesięcy. Teraz dla odmiany używam wersji "8 w 1",a le póki co nie sprawuje się tak dobrze, jak jej poprzedniczka. Zdecydowanie polecam, chociażby dlatego, że kilka jej warstw tworzy na paznokciach cudowny efekt frencza.

A teraz kilka zużyć nie tak dawnych...

podkład Catrice Photo Finish

Podkład z Catrice bardzo polubiłam. Jest świetny na zimę - gęsty, dobrze kryje, długo utrzymuje się na twarzy. Niestety, nie udało mi się go zużyć do ostatniej kropli, gdyż pompka nie sięgała do dna słoiczka i ciężko było go później wydostać.

peeling czekoladowy Isana

Swego czasu widziałam ten peeling na większości blogów. Powiem krótko - szału nie ma. Słabo zdzierał, ciężko go było otworzyć i wycisnąć, słaba wydajność.



żel do twarzy BeBeauty, żel pod prysznic - oba biedra

Pierwsze opakowanie żelu do twarzy wydało mi się super. Teraz, gdy próbuję wykończyć drugie, mój zapał zdecydowanie osłabł. Żel nie radzi sobie z makijażem - efekt pandy gwarantowany. Słabo oczyszcza i w ogóle jest jakiś dziwny. Na plus mogę zaznaczyć, że nie ściaga skóry, nawet tej suchej.
Żel pod prysznic kupiony za zabójcze 2,99 spisywał się całkiem nieźle. Ładnie pachnie mlekiem i miodem, pieni się, oczyszcza skórę. Jest dosyć wodnisty, więc może być niewydajny, bo łatwo wylać go za dużo. W razie kryzysu finansowego można po niego sięgnąć.

Ufff...To by było na tyle projektu denko. Mam nadzieję, że ktoś przebrnął do końca tego maratonu.
Pozdrawiam,
Kasia





czwartek, 1 grudnia 2011

Zakupki, zakupki!

Wczoraj, po trzymiesięcznej przerwie spowodowanej bezrobociem ( :( ), zawitałam w Rossmannie na zakupach. Radość moja była wielka, tym bardziej, że zakupy kosmetyczne są dla mnie rytuałem - przez kilka dni obmyślam szczegółowo listę zakupów, sprawdzam opinie na wizażu i na blogach, i dopiero po takich przygotowaniach ruszam na łowy. W tym miesiącu musiałam niestety się mocno ograniczyć do rzeczy naprawdę najpotrzebniejszych, ale i tak jestem przeszczęśliwa :) Oto, co kupiłam:
Olejek rycynowy, oliwka pielęgnacyjna z ekologicznym olejkiem migdałowym Hipp, krem do stóp Ziai, antyperspirant Nivea Angel Star - koleżanka mnie kiedyś skrytykowała, że używam rzeczy dla nastolatek. Mówcie co chcecie, ja kocham ten zapach (gwarantowany efekt WoW), poza tym dezodorant jest jak dla mnie naprawdę skuteczny, więc z chęcią do niego powróciłam. Coś co lubię, czyli lakier w intensywnym morskim odcieniu za 2 zł, a w tle - ściereczki z mikrofibry.
Ktoś, kto spędza dużo czasu na wizażu na pewno załapał w lot, iż te zakupy zrobiłam typowo pod metodę OCM. Rozszyfrować skrótu za bardzo nie potrafię, ale chodzi o innowacyjny (jak dla mnie) sposób oczyszczania twarzy przy pomocy mieszanki olejów - rycynowego i oliwki dla dzieci. Pierwszy raz o tej metodzie przeczytałam na blogu Idalii, tu macie link do posta, w którym dokładnie, krok po kroku wyjaśnione jest, jak należy łączyć oleje i czyścić twarz -> Metoda OCM Pomysł wydaje mi się godny wypróbowania, szczególnie ze względu na fakt, iż moja skóra ma tendencje do przesuszania, zwłaszcza zimą. W zeszłym roku przeżywałam ciężkie chwile, próbując pozbyć się suchych skórek. I choć w tym roku prawdziwe mrozy jeszcze nie nadeszły, wolę zapobiegać nadmiernemu przesuszeniu twarzy. Dziś po raz pierwszy będę tworzyć tę miksturę, trzymajcie kciuki, żebym wyszła z tego cało :D ( lub też "ogromną ręką", jak mawiała Mariolka z kaberetu)
W sklepiku typu "U nas zawsze najtaniej" kupiłam też komplecik cieni:
Cienie do powiek marki Butterfly, producentem jest Verona. Opakowanie ma 5,5 grama, koszt: 5zł. Mimo niskiej ceny nie byłam przekonana do tego zakupu. Wiadomo, jak to jest z cieniami za 5 zl - są albo rewelacyjne, albo kompletnie beznadziejne. Zaryzykowałam jednak i...nie żałuję! To jeden z moich bardziej trafionych kosmetycznych zakupów ostatnimi czasy. Jedyne, czego żałuję, to brak dobrego aparatu, dzięki któremu mogłybyście zobaczyć prawdziwe kolory tych cieni. Spróbuję o nich..opowiedzieć. Biały i szary po prawej stronie są rzeczywiście białe i szare - jasne, rozświetlające, mocno perłowe cienie. Fioletowy i granatowy w ostatnim rządku są naprawdę ciemne i bardziej matowe, dosyć podobne do siebie. Między szarym a granatem jest cudowny łososiowy odcień, mój ulubiony w codziennym makijażu. Dwa jasnofioletowe cienie okalające czerwony po lewej stronie paletki mają podobne odcienie. Czerwono-różowy pomiędzy nimi jest natomiast bardzo intensywny i soczysty, w sam raz na imprezę. Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z tej paletki, być może kupię jeszcze jakąś, tym bardziej, że cena jest bardzo przyzwoita, a cienie wykonane są w POLSCE, a nie żadnych Chinach.
Na sam koniec zostawiłam "projekt denko", czyli wykończony dezodorant Nivei:
Swego czasu był on popularny na blogach, chyba była na niego jakaś promocja. Ja go kupiłam właśnie przez tą koleżankę, co to krzyczała, że kupuje dezodoranty dla nastolatek. Dezodorant ten ma chronić białe ubrania przed żołtymi plamami, a czarne przed białymi. Dodatkowo, zapewnia 48-godzinną ochronę przed potem. Jak dla mnie sprawdził się tylko w jednej z tych trzech rzeczy - nie zostawia białych smug na czarnych ubraniach. Chroni w miarę dobrze, ale nie ma mowy o 48 godzinach, chyba że ktoś się w ogóle nie poci. Mam wrażenie, że nieco wysuszył mi skórę pod pachami.
To by było na tyle dziś. Pozdrawiam!
Kasia

sobota, 12 listopada 2011

W poszukiwaniu ideału...

Prawda to powszechnienie znana - piękne włosy są wizytówką i dumą każdej kobiety. Dlatego mój pierwszy post pragnę poświęcić powyższej tematyce. A dokładniej - moim problemom związanym z pielęgnacją włosów. Mimo bogactwa środków, które mają zapewnić mej czuprynie zjawiskowy wygląd, ja ciągle nie mogę znaleźć szamponu idealnego. Idealnego, a więc takiego, który odświeżałby moje przetłuszczające się ostatnio włosy, dodawał im blasku i sypkości.

Wszystkie moje problemy zaczęły się, gdy postanowiłam odstawić mój ukochany szampon - czarną rzepę z Malwy. Wiadomo, włosy się przyzwyczajają do produktu, którego używa się zbyt długo. Jak się później okazało, znalezienie godnego następcy było niezwykle trudne, stąd też przez moją łazienkę przewinęło się przez ostatnie 4 miesiące ładnych kilka szamponów, które chciałabym Wam przedstawić.

Jednym z nich jest szampon pokrzywowy z Evy Natury
Generalnie, od dłuższego już czasu staram się wybierać szampony ziołowe, z możliwie jak najkrótszym składem. Wydawało mi się, że Eva Natura będzie dobrym wyborem, tym bardziej, że już kiedyś miałam do czynienia z ich szamponami i pozostały mi raczej dobre wspomnienia. Niestety, tym razem było inaczej - wersja pokrzywowa okazała się kompletną porażką. Pierwsze dwa, trzy użycia były jeszcze znośne - włosy wydawały się oczyszczone i miłe w dotyku. Kolejne mycia dawały coraz gorsze efekty, czupryna była pozbawiona witalności, włosy przyklapnięte, jakby posklejane, nadawały się tylko do kolejnego mycia. Ponieważ nie mam w zwyczaju wyrzucać kosmetyków, starałam się go używać od czasu do czasu, ale nie byłam w stanie wykończyć 300ml butelki, więc końcówkę wyrzuciłam.

Kolejny produkt, który miałam okazję testować, dostałam w prezencie.
Jest to szampon stworzony z myślą o długich włosach, czyli wydawałoby sie, że coś w sam raz dla mnie. Producent obiecuje potrójną regenerację i ochronę długich włosów od nasady aż po same końce. Jak oceniam ten produkt? Cóż, nie jest aż taki zły. Ma przyjemny zapach, włosy stają się po nim bardzo miękkie, lejące. Jego podstawową wadą jest słabe oczyszczanie - miałam wrażenie, że myję włosy jakąś odżywką, a nie szamponem. Tak jakby zawierał aż za dużo odżywczych "dobroci". Co wiązało się z tym, że już pod koniec dnia miałam nieprzyjemne, nieświeże włosy. Jest to produkt, który może się spodobać osobom o przesuszonych włosach, moje do takich nie należą.

Kolejny szampon, który używałam, jest produktem firmy Joanna i należy do popularnej serii "Z apteczki Babuni"
Zdjęcie jest pożyczone z googli, niestety nie posiadam własnego, ponieważ...bardzo szybko sprezentowałam ten szampon koleżance. Niestety, okazał się jeszcze gorszy niż pokrzywowy z Evy Natury. Moje włosy nie są cienkie i delikatne, aczkolwiek wypadają. Skusiłam się na ten produkt głównie dlatego, iż jak już wspominałam, lubię szampony ziołowe. Nie przeszkadza mi to, że słabo się pienią czy niezbyt przyjemnie pachną - zwykle bardzo dobrze służyły moim włosom. Niestety, Apteczka Babuni zawiodła mnie na całej linii. Włosy, po kontakcie z tym szamponem, stawały się sianowate i nieprzyjemne w dotyku. W dodatku nie były zbyt dobrze oczyszczone. Czym prędzej pozbyłam się tego "szkodnika".

W akcie desperacji sięgnęłam po znany wszystkim szampon Familijny
Szampon jest tani - pół litrowa butla kosztuje około 5 zł. Bardzo krótki skład i zapach landrynek przekonał mnie do zakupu. Szampon dość dobrze się pieni, pięknie (moim zdaniem) pachnie. Wadą może być butelka - ja swój przelałam do wygodnej butelki z pompką, która została mi po zużyciu jakiegoś żelu pod prysznic. Główną zaletą produktu jest...oczyszczanie. Włosy naprawdę "skrzypią" z czystości. Po wysuszeniu są wspaniałe - sypkie i błyszczące. Myślałam, że moje kłopoty się skończyły. Byłam w błędzie. Czar prysnął po kilku użyciach. Szampon ciągle dobrze oczyszczał, chyba aż za bardzo i moje włosy postanowiły się zbuntować - przetłuszczały się z prędkością światła. Trzymam go w łazience na wypadek, gdybym musiała zmyć jakiś olej z włosów lub maseczkę.

No i ostatnia pozycja, na razie lider rankingu, znany powszechnie lawendowy szampon z Ziai.
Nie będę ukrywać - ostatnio trochę obraziłam się na Ziaję. Ich kremy zaczęły mnie zatykać i zniechęciłam się do tej firmy. Ale, w akcie desperacji, postanowiłam spróbować z tym szamponem. Do kompletu kupiłam jeszcze nie mniej znaną odżywkę Isany z olejkiem z Babassu i zaczęłam kurację. Na początku było tak sobie, ale nie poddawałam się. Po prawie miesiącu używania widzę znaczną poprawę. Nie używam odżywki do każdego mycia, kładę ją od połowy włosów, by ich dodatkowo nie obciążać i muszę stwierdzić, że jest lepiej. Włosy są błyszczące i czyste. Jeśli chodzi o sam szampon, to mogę powiedzieć, że dosyć dobrze się pieni, ale jest średnio wydajny, co dla mnie jest plusem. Na początku plątał mi włosy, jednak po pewnym czasie problem ustąpił. Myślę, że uda mi się wykończyć całą butelkę.

Jakie są moje plany po Ziai? Otóż zamierzam kupić mydełka do mycia włosów ze strony dosyć już znanej w blogowym świecie, oto link: http://mydlarnia-tuli.pl/ A później może zwyczajnie powrócę do mojej ukochanej czarnej rzepy.

Dziękuję wszystkim, którzy dotarli do końca tego posta. Pozdrawiam i zachęcam do częstego odwiedzania Elegancji - Francji.
Kasia