Makijaż Moda Paznokcie Projekt denko

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 września 2013

Zakupy z Polski

Zapowiadane od dawna zdobycze z Polski.

W sumie nic odkrywczego - prawie same klasyki, pewniaki.

Oczywiście mimo stworzenia listy zakupów jeszcze na długo przed przylotem do Polski nie wzięłam jej do drogerii, w związku z tym nie kupiłam najważniejszej rzeczy - gąbki antycellulitowej marki Syrena. Uwielbiam wymasować sobie nią ciało. No ale nic...zobaczcie, co udało mi się przywieźć:


Od ogółu do szczegółu:

Zapas maseczek z Ziaji. Jak widzicie, różana jest już w użyciu, próbowałam ukoić nią cerę, która od razu gdy tylko przekroczyłam granicę pokryła się milionem czerwonych, maleńkich pryszczyków. Byłam załamana :( W ogóle nie wiem, o co tej mojej twarzy chodzi.


Broń ciężkiego kalibru. Czekam, aż zrobi się bardziej pochmurnie (i aż kupię krem z filtrem) i zaatakuję niedoskonałości ze zdwojoną siłą. 

Środek doraźnej pomocy w walce z krostami - tudzież trądzikiem. Jak wiecie, byłam na weselu, bla bla bla, nie mogłam wyjść do ludzi z czerwoną twarzą. Korektor kupiłam na promocji za 17 zł i nie żałuję, jest bardzo fajny.


Mój pierwszy w życiu krem na cellulit i ogólnie, ujędrniający. Zacznę go używać jak tylko zacznę regularnie ćwiczyć. Lub choćby ograniczę słodkości. Możliwe, że nigdy się to nie wydarzy.


Infinity - szukałam jakiegoś porządnego pilniczka, bo pazurki mam ostatnio mocne. Ten przeznaczony jest do tipsów, między innymi, więc póki co jestem zadowolona.


Tanie tusze do rzęs stały się ostatnio kosmetycznymi bohaterami internetu. Zielony z Wibo, różowy z Miss Sporty. Zobaczymy, jak się spiszą.


Krem do stóp. Niestety, śmierdzi, i niestety, bardzo jest leciutki w swej konsystencji. Albo to moje stopy są tak suche po lecie, że spijają go, niczym ambrozję. 

To już wszystko, moi drodzy. Niestety, Ryanair ma straszne ograniczenia wagowe - 15 kg na duży bagaż? To żart! Nie wiem, kiedy będę w Polsce w najbliższym czasie, ale mam nadzieję, że tym razem nie zapomnę kupić sobie gąbki Syreny :)

Pozdrawiam!


poniedziałek, 3 grudnia 2012

Listopadowe denko

W listopadzie zapanował nieco przestój na blogu - w grudniu ruszamy z podwójną siłą! Ale żeby już ostatecznie rozprawić się z poprzednim miesiącem zapraszam wszystkich na Projekt Denko :)

Zobaczmy, ile rzeczy zebrało się tym razem w denkowej torbie...






Hmmm...Uzbierało się całkiem sporo różności - przez pielęgnację aż do kolorówki...Ale po kolei!




Na "+"
  • Luksja - żele ( bo jak wiecie, kupiłam 3 w zestawie i właściwie kończę już drugie opakowanie)  mają cudny zapach, świetnie się pienią, a ich wydajność jest rozsądna - jeden 250ml żel starcza dla dwóch osób na miesiąc
  • Ziaja, naturalne oliwkowe mleczko do ciała - trochę ostatnio zapomniałam o Ziaji, ten balsam przypomniał mi, że wiele ich kosmetyków jest mimo wszystko świetnych! Zdecydowanie polecam - dobrze nawilża, fajnie się wchłania, pachnie oliwkami, a do tego pompka. 400 ml w Rossmannie kosztuje jakoś 10 - 11 zł
"+/-"
  • Pinio, szampon i płyn do kąpieli - dziecięcy produkt Biedronkowy, kupiłam jako szampon, ale w niczym nie przypomina on żelu Babydream. W kąpieli daje dużą pianę i przyjemny, malinkowy zapach, ale niestety nie utrzymuje się on zbyt długo. Nieco wysusza. Końcówkę zużyłam jako mydło do rąk. Tani - 500ml butla kosztuje 5 zł.
  • Intimea - płyn do higieny intymnej z Biedronki. Generalnie był ok., jedyny mały minus za zapach - jednak wolę wersję niebieską.
Na" -"
  • L`oreal Elseve, szampon do włosów przetłuszczających się - czaiłam się na niego długie lata, w końcu kupiłam (250ml za prawie 13 zł!!!!) i okazał się bublem. Dobrze się pieni, przyjemnie pachnie, ale nic ciekawego z włosami nie robi. A już na pewno nie zapobiega przetłuszczaniu ani nie przedłuża efektu świeżości. Ehh, co za rozczarowanie... :)








Jak wiecie, tonik Evy i peelingi Perfecty kocham, recenzję kremu L`oreal też znacie, napiszę tylko kilka słów o kremie tonującym Ziaja nuno.

Mam ten krem już ze 2 lata, wciąż jest ważny, ale postanowiłam go wyrzucić gdyż...TOTALNIE nie sprawdził się przy mojej skórze. Chciałam go używać jako zwykłego kremu tonującego, lecz okazało się to błędem - krem wysuszał moją twarz, źle się rozprowadzał, rolował się. Zostawiał smugi...Próbowałam używać go na różne sposoby, dawałam mu kilka szans, jednak nie jest to kosmetyk dla mnie.






  • Lipsmacker Coca-Cola Vanilla - kocham kocham kocham!!! Cudnie pachnie i smakuje, dobrze nawilża usta. Ogólnie bardzo lubię pomadki Lipsmacker i na pewno jeszcze niejedną sobie kupię.
  • Lovely, Magic Pen, korektor - korektor kupiłam i zużyłam już jakiś czas temu i muszę przyznać, że był całkiem przyzwoity, jak na cenę 8 zł. Używałam go głównie na sińce pod oczami  - moze nie zakrył ich w 100%, ale twarz wyglądała o wiele świeżej. Nie jest ciężki ani tłusty. Opakowanie jest przekręcane w połowie - klikami i odrobina korektora pojawia się na pędzelku. Bardzo praktyczne, nigdy się nie zacięło ani nic.
  • błyszczyk Maybelline, róż Miss Sporty, eyeliner Wibo - wyrzucam, bo albo są stare, albo wyschnięte na wiór.







  •  Garnier Mineral - spisał się całkiem nieźle, ale teraz zdecyduję się na wersję w kulce, bo te w spray`u są niezbyt wydajne
  • C-thru Black Diamond - mój ulubiony zapach z tej serii.

To już wszystko, co udało mi się zdenkować. W najbliższych postach pokażę Wam moje najnowsze nabytki, będzie to nie tylko pielęgnacja, ale też kolorówka, także serdecznie zapraszam. W planach mam też recenzję ostrzegawczą produktu, z którym wiązałam ogromne nadzieje, ale niestety - kosmetyk mnie uczulił.

Chciałabym tez zaprezentować Wam zmianę fryzury - a jest ona dość znaczna, bo pierwszy raz w życiu rozjaśniłam nieco włosy, ale samodzielnie nie potrafię zrobić sobie dobrego zdjęcia, a brakuje mi innego fotografa :(

Także zaglądajcie na bloga jak najczęściej! Pozdrawiam! :)