Zgodnie z obietnicą - post dotyczący pewnych zmian w codziennej pielęgnacji mojej cery. Mogłabym zacząć prosto, podać Wam w tym momencie kosmetyki, które zaczęłam używać, opisać rytuały, którym poddaję buzię i życzyć Wam miłego wieczoru (albo nocy)...Ale nie zrobię tego :)
Zacznę od pewnej sceny, która miała miejsce dziś w pracy. Mamy w pracy windę, w windzie wielkie na pół ściany lustro i nie ma bata, każdy się przegląda. Kolejna sprawa, pozornie niezwiązana, większość moich współpracowniczek to młodzież, wkraczająca dopiero w dwudziesty wiek życia (lub młodsze). No i czas na puentę - jadę z taką młodzieżą w windzie, oczywiście obie starannie przyglądamy się swoim twarzom w lustrze, po czym młodzież mówi: "Ty to chyba nie masz problemu z pryszczami..." A ja właśnie zauważyłam, że moja broda jest fioletowa od przebarwień i zmian po pryszczach. Cóż...
Dlatego też uprzejmie donoszę, iż w końcu udało mi się zakupić krem z wysokim filtrem w zadowalającej cenie i od ostatniego tygodnia regularnie na noc stosuję...Acne-Derm! Tadaam!
Acne-Derm przywiozłam jeszcze z Polski w sierpniu. Czekałam tylko na nadejście jesieni/zimy i na kupno kremu z filtrem.
Ostatnio odwiedziłam Boots`a, ale niestety nie mogłam pozwolić sobie na wydanie ok.15f na krem. A tak bardzo, bardzo, bardzo chciałam wypróbować moją magiczną maść.
Z pomocą przyszedł mi E-bay - tam dokonałam zakupu tego zimowego zestawu w cenie 5f.
Używam maści dopiero od tygodnia, więc żadnych zmian na razie nie widzę. Jedyne, co mogę powiedzieć, to że przez pierwsze pół godziny trochę szczypie, ale później ten efekt mija. Mam raczej przesuszającą się cerę, ale krem na razie nie pogarsza jej stanu - rano budzę się wręcz z miłą warstewką tłuszczyku.
Co do kremu z filtrem - wybrałam wersję zimową, bo wydawała mi się bardziej odżywcza. Wbrew przypuszczeniom, krem okazał się lekki i dosyć łatwo wchłaniający. Na razie dobrze spisuje się jako baza pod makijaż. Aczkolwiek zostawia tłustą poświatę - mi to nie przeszkadza, po prostu trochę się przypudrowuję.
Jestem bardzo ciekawa pierwszych efektów. Bardzo liczę na to, że Acne-Derm zmniejszy moje pory i wyrówna koloryt skóry. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Ktoś z Was używał tego specyfiku? Macie jakieś przemyślenia, tudzież porady? Zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam i życzę dobrej nocy!
Kasia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Acnederm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Acnederm. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 grudnia 2013
środa, 11 września 2013
Zakupy z Polski
Zapowiadane od dawna zdobycze z Polski.
W sumie nic odkrywczego - prawie same klasyki, pewniaki.
Oczywiście mimo stworzenia listy zakupów jeszcze na długo przed przylotem do Polski nie wzięłam jej do drogerii, w związku z tym nie kupiłam najważniejszej rzeczy - gąbki antycellulitowej marki Syrena. Uwielbiam wymasować sobie nią ciało. No ale nic...zobaczcie, co udało mi się przywieźć:
Od ogółu do szczegółu:
Zapas maseczek z Ziaji. Jak widzicie, różana jest już w użyciu, próbowałam ukoić nią cerę, która od razu gdy tylko przekroczyłam granicę pokryła się milionem czerwonych, maleńkich pryszczyków. Byłam załamana :( W ogóle nie wiem, o co tej mojej twarzy chodzi.
W sumie nic odkrywczego - prawie same klasyki, pewniaki.
Oczywiście mimo stworzenia listy zakupów jeszcze na długo przed przylotem do Polski nie wzięłam jej do drogerii, w związku z tym nie kupiłam najważniejszej rzeczy - gąbki antycellulitowej marki Syrena. Uwielbiam wymasować sobie nią ciało. No ale nic...zobaczcie, co udało mi się przywieźć:
Od ogółu do szczegółu:
Zapas maseczek z Ziaji. Jak widzicie, różana jest już w użyciu, próbowałam ukoić nią cerę, która od razu gdy tylko przekroczyłam granicę pokryła się milionem czerwonych, maleńkich pryszczyków. Byłam załamana :( W ogóle nie wiem, o co tej mojej twarzy chodzi.
Broń ciężkiego kalibru. Czekam, aż zrobi się bardziej pochmurnie (i aż kupię krem z filtrem) i zaatakuję niedoskonałości ze zdwojoną siłą.
Środek doraźnej pomocy w walce z krostami - tudzież trądzikiem. Jak wiecie, byłam na weselu, bla bla bla, nie mogłam wyjść do ludzi z czerwoną twarzą. Korektor kupiłam na promocji za 17 zł i nie żałuję, jest bardzo fajny.
Mój pierwszy w życiu krem na cellulit i ogólnie, ujędrniający. Zacznę go używać jak tylko zacznę regularnie ćwiczyć. Lub choćby ograniczę słodkości. Możliwe, że nigdy się to nie wydarzy.
Infinity - szukałam jakiegoś porządnego pilniczka, bo pazurki mam ostatnio mocne. Ten przeznaczony jest do tipsów, między innymi, więc póki co jestem zadowolona.
Tanie tusze do rzęs stały się ostatnio kosmetycznymi bohaterami internetu. Zielony z Wibo, różowy z Miss Sporty. Zobaczymy, jak się spiszą.
Krem do stóp. Niestety, śmierdzi, i niestety, bardzo jest leciutki w swej konsystencji. Albo to moje stopy są tak suche po lecie, że spijają go, niczym ambrozję.
To już wszystko, moi drodzy. Niestety, Ryanair ma straszne ograniczenia wagowe - 15 kg na duży bagaż? To żart! Nie wiem, kiedy będę w Polsce w najbliższym czasie, ale mam nadzieję, że tym razem nie zapomnę kupić sobie gąbki Syreny :)
Pozdrawiam!
Etykiety:
Acnederm,
balsam Eveline,
korektor do twarzy,
krem do stóp,
maseczka do twarzy,
Maybelline,
Miss Sporty,
tusz do rzęs,
Wibo,
zakupy kosmetyczne
Subskrybuj:
Posty (Atom)









