Makijaż Moda Paznokcie Projekt denko

czwartek, 5 września 2013

Ulubione blogi, nie tylko kosmetyczne

Wiem, wiem...Obiecywałam wiele - ciuszki, zakupy z Polski, widokówki z Salisbury, ale koniec końców zdecydowałam się na post, jakiego jeszcze nie było.

Ulubione blogi - to popularna seria wśród blogerek, pozwala zapoznać się z nowymi, nieznanymi stronami, co jest oczywiście bardzo fajne, ale z drugiej strony pogłębia internetowy nałóg - lista zakładek rośnie, wprost proporcjonalnie do czasu, jaki spędzamy na odwiedzaniu ulubionych witryn. Coś za coś.

Dzięki takim postom, a także dzięki zupełnemu przypadkowi, odkryłam ostatnio kilka blogów, które zafascynowały mnie na tyle, że zdecydowałam się przejrzeć wszystkie bądź niemal wszystkie posty. Dodam, że nie są to pozycje czysto kosmetyczne....Oto moje perełki:


  • Ania maluje- blog, jak czytamy w nagłówku, lifestylowy, taka mieszanka wszystkiego - trochę o kosmetykach czy pielęgnacji włosów, trochę osobistych przemyśleń, motywacji, porad, że tak się wyrażę - życiowych - czyli np. jak uczyć się szybciej, jak organizować czas. Pisany bardzo ciekawie, widać, że autorka dba o swoją stronę, gdyż niedawno zmieniła design i blog wygląda bardzo atrakcyjnie
 
  • Bo ma być mrucznie - blog z rodzaju poradnikowych, ale znowu wszystkie rady poparte są doświadczeniem i obserwacjami autorki. Jeśli szukasz motywacji by zacząć działać, próbujesz uporządkować swój świat lub choćby szafę - przebrnij przez to z Nadine Odkąd zmieniła się szata graficzna strony jestem bardziej niż zachwycona. Polecam!

  • The state of celebration- podobna tematyka plus duuuużo książek. Jeśli jesteś, tak jak ja, zawstydzony, że w przeszłości byłeś molem książkowy, a teraz ledwo doczytujesz książkę raz w miesiącu, zajrzyj na stronę. Wiadomo, każdy ma inny gust, jeśli chodzi o literaturę, ale ogólnie strona daje kopa. I też widzę, że zmieniła design - co się dzieje! :)

A teraz z innej beczki - blogi nieco bardziej modowe:


  • Ubieraj się klasycznie -świetne porady na temat tego, jak zbudować i dopasować do siebie idealną garderobę - i nie chodzi mi tu o mebel, rzecz jasna, lecz o komfort posiadania ubrań takich, które zawsze do siebie pasują, do tego fajne zdjęcia ze stylizacjami autorki - widać, że wprowadza własną filozofię w życie i jest bardzo bliska szafowego ideału, do tego prawdziwy hit - porady na temat typów urody. Rozbudowane, niemal poetyckie,  poparte pięknymi zdjęciami, przykładami..Cud, miód. Czy wiedzieliście np, że można być kolorostyczną intensywną (ciemną) zimą, delikatnym (jasnym) latem bądź czystą (wyraźną) wiosną ? Czytałam zauroczona, choć nie mam pojęcia, jakim typem jestem :)
 
  • Venila Kostis- własne stylizacje przeplata autorka bloga ciekawymi wpisami o różnorakiej tematyce, np. wspomina w ciekawy sposób dyskotekę szkolną i pierwsze miłosne zawody lat młodzieńczych, wciąga, że tak powiem, na maksa!
 

  • Kiediska - na ten blog trafiłam przypadkiem i zauroczył mnie na tyle, że nie tylko przeczytałam wszystkie posty, ale obejrzałam wszystkie filmiki autorki na youtube! Jestem szalona. Znajdziemy tu mieszankę wszystkiego - kosmetyki, stroje dnia, recenzje, rekomendacje książkowe, wpisy bardziej osobiste. Autorka wydaje mi się uroczą i ciekawą osobą, na tyle, że z nieznanych mi przyczyn - bo mam jeszcze świadomość, że internet to nie prawdziwe życie, ale cóż, polubiłam ją! Polecam szczególnie post 50 faktów o mnie - myślę, że najlepiej obrazuje, z kim mamy do czynienia.
Na koniec jedna angielska blogerka, znana pewnie powszechnie, bo ja jak zawsze sto lat  za wszystkimi nowinkami, a więc:
  • Meek`n`Mild - ta piękna dziewczyna studiuję matematykę!!!! Blog modowo - kosmetyczny, bardzo przejrzysty i utrzymany w harmonijnymi klimacie, do tego działalność na youtube. I do tej ostatniej chciałam Was zachęcić - jej najnowszy filmik ze stylizacjami na dzień/wieczór w szczególny sposób skradł mi serce. Nie wiem, czy to muzyka, jasne pomieszczenie czy fajne stylizacje Shirley. Polecam!

Znacie te blogi? Lubicie? A może potraficie mi polecić coś w podobnym klimacie, gdzie same lubicie zaglądać?
Pozdrawiam!

środa, 4 września 2013

Urlop, urlop....i po urlopie (+ jesteśmy na bloglovin!)

Ufff... Nie było mnie na blogu przez dłuższą chwilę. I to nie dlatego, że miałam miesięczny urlop, bo do Polski wyjechałam na zaledwie 8, ale bardzo intensywnych dni. Wiadomo, przygotowania do wyjazdu, codzienna praca i ogólne zmęczenie zrobiły swoje.

Podczas przerwy wydarzyła się jedna dobra rzecz - Elegancja-Francja jest na bloglovin! Zapraszam do śledzenia :) (choć niezbyt ogarniam, o co chodzi - dlaczego np. istnieją dwa osobne konta - moje i bloga? Trochę to mylące)

W sumie to nie wiem od czego zacząć - kupiłam kilka fajnych ubrań/ kosmetyków przed wyjazdem do Polski, ale oczywiście jak się domyślacie - nie wróciłam z pustą torbą. Na jeden post to zdecydowanie za dużo. Hmmm...zacznijmy zatem chronologicznie - a więc zapraszam na zakupy kosmetyczne przedurlopowe :)




Większość przydatnych rzeczy, ale też kilka szaleństw:) Fioletowa tubka po prawej stronie od żelu Nivea to mały lakier do włosów z Bootsa specjalnie na wyjazd - ale niestety, nie sprawdził się zbyt dobrze.

Czas na zbliżenia:


Nowość od L`Oreal - tonik i żel do mycia twarzy. Skusiła mnie niska cena, oba produkty kosztowały mniej niż 2 funty albo coś w okolicach tej kwoty. Potem zobaczyłam w polskich gazetach, że i u nas wchodzi ta seria, tylko różowa nazywa się Ideal Soft, a nie Skin Perfection jak widzicie u mnie. Używałam ich dopiero kilka razy, więc nic nie mogę powiedzieć o działaniu poza jednym - tonik ma GENIALNY zapach! Absolutnie genialny. 


Tutaj widzicie również chusteczki do demakijażu z Bootsa, seria jakaś botaniczna, z tego, co wyczytałam na kremach z tej serii ma za zadanie rozjaśniać twarz. Rzecz kupiona również na wyjazd - sprawdziła się świetnie! Na razie moje najlepsze chusteczki do demakijażu, być może skuszę się na jakiś kremik.


Kolorówka!
Od lewej:
  • puder sypki transparentny Collection - cierpię z powodu suchych skórek, ale niestety wybierałam się na wesele i przypudrować się musiałam. Dosyć dani - ok 4f i z tego co widzę, zostanie ze mną na długo - aż 20g pojemności
  • podkład Rimmel Match Perfection - również kupiony z okazji wesela. Czaiłam się tyle czasu na wersję w słoiczku i ją wycofali. Postanowiłam, że w końcu muszę go kupić, trafiłam na promocję, też około 4-5f.
  • szaleństwo lakierowe - nie mogę malować paznokci w pracy, więc kupowanie lakieru na 8 dni wakacji to trochę zbytek, ale z drugiej strony...zaszaleć trzeba. Przy tym kolorze trzeba użyć 3 warstw, żeby mieć coś fajnego na paznokciach.
  • cień do powiek MUA - marka z Superdruga, taniutki, tylko 1f, do tego całkiem fajny kolor - opalizujący fiolet

Jak się domyślacie, do sypkiego pudru musiałam dokupić jakiś pędzel...


Z ciekawości zdecydowałam się na pędzel z Barry M. Nawet nie wiedziałam, że robią akcesoria! Wygląda porządnie, przetrwał podróż w obie strony no i jest różowy! :) Cena - 5,99f.

 
To tyle zakupów, coś wpadło Wam w oko?
W przygotowaniu jeszcze troszkę ciuszków, troszkę skarbów przywiezionych z Polski, no i chciałabym Was też trochę zapoznać z miasteczkiem, w którym teraz żyję i pracuję, czyli Salisbury. A jest niezwykle urokliwe, szczególnie przy tej pięknej pogodzie.

Pozdrawiam, do napisania!

sobota, 3 sierpnia 2013

Bubel z Garniera

Dzisiaj szybka notka przed wyjściem do pracy.

Chciałabym przestrzec Was przed pewnym bublem z Garniera. Nie wiem, czy dokładnie taki sam produkt znajdziecie w Polsce, gdyż w Polsce w ogóle się tą firmą nie interesowałam, ale z tego co wiem, seria Garnier Skin Naturals jest i u nas.

Tonik i płyn do demakijażu były pierwszymi kosmetykami, które kupiłam w UK. Jak wiecie, chciałam działać bezpiecznie, więc zdecydowałam się na tani zestaw z popularnej firmy:


Tonik z lewej strony znacie z denka. Był bardzo przeciętny, ale na szczęście w miarę szybko się skończył. Natomiast jego kolegi z prawej strony zdjęcia nie mogę zużyć do teraz i jest moim przekleństwem :(


Zacznijmy od plusów:
+ wydajny
+ niezbyt drogi
+ rzeczywiście nie podrażnił mnie
+ odpowiedni zarówno do demakijażu twarzy, jak i oczu!
+ warstwa olejowa dobrze miesza się z warstwą wodnistą

Hmmm...a jednak całkiem sporo tych plusów...no ale starałam się :)

A teraz minusy - DOZOWNIK!!!!


Niby taki sam, jak w całej serii. Ale o ile w toniku mi nie przeszkadzał, o tyle w tym produkcie jest nie do zniesienia. Nie można wylać odpowiedniej ilości płynu na wacik. No jest to niemożliwe! Leci albo za mało, albo tyle, że wszystko dookoła jest w płynie. W dodatku przy końcówce ciężko jest z niego korzystać, bo butelka jest twardsza przy denku i przy dozowniku. Więc ściśnięcie jej wymaga od naszych bicepsów nie lada mocy.
A poza tym:
- średnio zmywa - niby wydaje się, że twarz jest czysta, po czym idę pod prysznic i wracam z pandą pod oczami
- ogólnie jest taki mało przyjemny
- okropna butelka i niepraktyczny dozownik uniemożliwiają normalny, ludzki demakijaż

Na koniec szybki test:

moja owłosina łapa plus wszystkie kredki superShock


Jedno pocągnięcie wacikiem - jaki widać z ciemnymi nie radzi sobie zupełnie. Trzeba niestety szorować oko.

Jak się domyślacie, będę szukać czegoś innego do demakijażu, bo do Garniera prędko nie wrócę.
Jak mija Wam weekend?
Pozdrawiam
 



środa, 31 lipca 2013

Najszczęśliwszy dzień w życiu kobiety ;)

I nie będą to zaręczyny, ślub, narodziny dziecka, ukończenie studiów, otrzymanie wymarzonej pracy...
Niestety, temat potraktuję płytko i sztampowo- chodzi oczywiście o buty, a konkretniej -o duuużą ich ilość :)

Trzy tygodnie temu wybraliśmy się z chłopakiem obejrzeć jakieś garnitury dla niego. Jedziemy niedługo na wesele, gdzie będzie świadkiem, więc chce wyglądać jak człowiek. Nie planowaliśmy żadnych zakupów. Skończyło się inaczej.

Obawiałam się, że mój mężczyzna doznał jakiegoś udaru, ale wydawał się całkiem zdrowy na umyśle, gdy mówił: " No kup sobie te buty. I te drugie też weź. Może te sandałki będą fajne, przymierz..." Nie muszę dodawać, że przez chwilę byłam w raju. Kupiłam w sumie cztery pary butów:


Gdzie jest czwarta para, zapytacie? Niestety, gdy ochłonęłam okazało się, że baletki peep toe z piękną kokardą są na mnie przyciasne i wymieniłam je na koszulę, o której za chwilę. Nie zrobiłam zdjęcia, w necie znalazłam jedno jedyne z czyjegoś bloga i nie chcę kopiować. Musicie mi uwierzyć na słowo, że były cztery pary :)


Gdy pierwszy raz weszłam do Matalana jeszcze w marcu albo kwietniu, od razu zwróciłam uwagę na te buty. Wtedy kosztowały 18 funtów, kiedy je kupowałam - tylko 10!




Na końcu macie moje superzgrabne stopy hobbita. Buty nie są zbyt wygodne, ale na imprezie w nich przecierpię. Być może założę je na wesele lub poprawiny - jeśli tylko do tego czasu kupię pasującą kreację.


Można powiedzieć, że dzięki przecenie baletki w panterkę mam zupełnie za darmo. Kosztowały jedynie 5 funtów no i są w panterkę, że się powtórzę. To główne zalety.


Klasyczna kokardka dodaje im uroku. Mi się podobają również ze względu na fakt, że nie są całkiem płaskie, tylko mają ten mały obcasik i są dosyć głębokie, więc nie wypada mi stopa. Ach ta moja niesforna stopa!




 Co do sandałów to wahałam się, gdyż...no właśnie. Zawsze mi się taki model podobał, ale moje stópki nie należą do najszczuplejszych. Ale raz się żyje, tym bardziej, że sandałki są skórzane i były przecenione na 9 funtów w Next.



Jedną parę bucików wymieniłam na taką oto koszulę:


Biała mgiełka z dłuższym tyłem, podwijane rękawki - klasyk ostatnich lat.




Do kolekcji dokupiłam też skarpetki w New Looku, które pokazywałam już wcześniej:


Udało mi się również okazyjnie uzupełnić bieliznę, mam nadzieję, że nikogo nie zgorszy widok moich szorcików:


Wszystko Marks&Spencer. Za 6 par zapłaciłam 6 funtów.

Również mój chłopak obkupił się tego dnia w fajne spodnie, krótkie spodenki, koszulkę, pasek i buty. Sam mnie zadziwił, że jest taki zdecydowany co do stylu wszystkich ubrań, a pasek w Kapitana Planetę, który wybrał był totalnym zaskoczeniem, ale i stylistycznym strzałem w dziesiątkę! Może kiedyś Wam zaprezentuję jego styl, tymczasem jak widać nawet ludzie, których dobrze znamy, potrafią nas czasem zaskoczyć :)

Pozdrawiam!

poniedziałek, 29 lipca 2013

Lipcowe denko

Serdecznie zapraszam na pierwsze angielskie denko :)
Ale zanim przejdziemy do rzeczy (żeby nie było za szybko), chciałabym tylko napisać, że wyjazd do Anglii cieszył mnie między innymi  z tego względu, iż będę mogła wypróbować nowe kosmetyki nieznanych firm.
Okazało się jednak, że jestem bardzo zachowawczą kosmetykoholiczką i jak nie mogę czegoś sprawdzić na kwc, tudzież blogach, to często wstrzymuję się od zakupu. Dlatego to moje denko jest na razie takie "bezpieczne". Ale powoli nabieram odwagi, by spróbować tego, co nieznane.

Zapraszam do oglądania zdjęć:




Od ogółu do szczegółu...nieco intymnie...:


Chusteczki do higieny intymnej i Lactacyd jeszcze z Polski. Jak pisałam wcześniej - rynek środków do higieny intymnej w Anglii nie jest zbyt rozbudowany- produkty Femfresh praktycznie nie mają konkurencji. Obecnie używam płyn z tej firmy i zauważyłam, że zarówno płyn jak i chusteczki charakteryzują się bardzo neutralnym zapachem. W Polsce produkty tego typu mają różne linie zapachowe, ale czy to naprawdę konieczne? Mam wrażenie, że mimo braku ładnego zapachu, chusteczki nawilżane Femfresh dawały mi największe uczucie czystości ze wszystkich, które do tej pory używałam.


Mydełko w płynie Dove - piękny zapach, świetna wydajność, bardzo je polubiłam.
Żel Palmolive miał ładny zapach i dobrze się pienił. A teraz ciekawostka:


Polski napis nie jest przypadkiem - wszystkie żele Palmolive w Anglii tak wyglądają :)

Żel Adidasa i Dove to wkład mojego chłopaka w "projekt denko". Z tego co wiem, to szczególnie Dove mu się podobał. Oba pięknie pachną.


Balsam brązujący z ekstraktem z moreli firmy Garnier dostałam od współokatorki. Muszę przyznać, że był fajny - nadawał miły kolorek i przede wszystkim - bardzo dobrze nawilżał sam z siebie! Duży plus! Niestety, po dłuższym czasie czuć charakterystyczny smrodek.

Tonik Garniera to jeden z pierwszych kosmetyków pielęgnacyjnych, jakie kupiłam w UK. Mocno średni.


Krem Bielendy lubię. Została mi końcówka, a w sumie mam go już długo, więc postanowiłam się go pozbyć. Być może jeszcze do niego wrócę.
Pilniczek z Superdrug`a to jakieś nieporozumienie! Zupełnie nieostry, do tego papier się dziwnie rozdziera...Mam już nowy :)
Tusz z Kobo był fajny, ale jakoś tak...szybko wysechł. W sierpniu jadę do Polski i na pewno kupię jakiś nowy  do wypróbowania - tutaj macie próbkę tego, jak wyglądał na rzęsach:


To by było na tyle denka. Spodziewajcie się nowych postów, bo wolny dzień wykorzystałam bardzo pracowicie i narobiłam mnóstwo zdjęć! :)
Pozdrowienia z Salisbury!